niedziela, 5 stycznia 2014

Przysposabiać do zawodu czy uczyć i wychowywać?

Obecnie w Polsce filozofia stanęła "pod murem". Pluton egzekucyjny już przeładowuje broń. Nie dość, że praktycznie w żadnej szkole się jej nie uczy, to jeszcze w dodatku coraz chętniej mówi się o zlikwidowaniu filozofii na wyższych uczelniach. 
Przychodzi mi do głowy takie porównanie. Wyobraźmy sobie nowoczesne mieszkanie wyposażone w pralkę, lodówkę, zmywarkę i telewizor. Oprócz tych wszystkich użytecznych rzeczy mamy jeszcze w mieszkaniu pamiątkowe zdjęcia, biblioteczkę, kilka całkiem niezłych obrazów, kolekcję płyt, czyli tzw. rzeczy "niepraktyczne". A teraz wyobraźmy sobie, że właściciel postanawia pozbyć się zdjęć, biblioteczki, obrazów i płyt. Ładuje to wszystko do bagażnika samochodu i wywozi na pchli targ. Sprzedając to wszystko zdobędzie parę groszy. Na, dajmy na to, suszarkę do włosów. Czy na pewno jego postępowanie jest takie racjonalne? Pralka po kilku latach się zepsuje. Do sprzedaży wejdą telewizory nowej generacji. Tymczasem wartość przedmiotów "niepraktycznych" z czasem mogłaby wzrastać. A nawet jeśli nie, to przecież i tak mają one swoją "niematerialną", trudną do przeliczenia na pieniądze wartość. Zgoda - nie dla każdego. Ale co sądzić o człowieku, dla którego to co jest w jakiś sposób piękne nie ma żadnego znaczenia? Oczywiście, takich osób jest mnóstwo. A jednak czy to właśnie one powinny decydować w resorcie edukacji? Czy postępowanie obliczone na krótkotrwałą oszczędność, czy nikły zysk jest zawsze mądre? Chyba nie do końca...









Problemy, z jakimi boryka się obecnie filozofia zmuszają do postawienia kilku ważnych pytań. Przede wszystkim, kim właściwie jest człowiek? Czy jest jedynie trybikiem w liczącej pieniądze maszynie ekonomicznej? Czy jest jedynie pracownikiem? Czy wszystko, czego potrzeba do szczęścia to samochód i praca? Na pierwszy rzut oka taki właśnie jest cel milionów ludzi. A jednak, czy jego osiągnięcie prowadzi do samorealizacji? Oczywiście, że nie. Czy prowadzi do szczęścia? Rzecz jasna - pozornie. Zawsze można przecież mieć lepszy samochód i lepszą pracę. A jaka to życiowa tragedia, gdy już wyszarpując sobie żyły kupiliśmy wreszcie dobry samochód, a tymczasem sąsiad kupił sobie jeszcze lepszy? Cóż za tragiczna niesprawiedliwość losu! Zawsze można mieć jeszcze lepszą pracę, jeszcze lepszy samochód, jeszcze lepiej się "pokazać", jeszcze więcej "zaoszczędzić". 

 Nigdy nie jest dosyć. Życie współczesnych ludzi jest rozdarte między dwiema skrajnościami - frustracją i nudą. Pracują, żeby zarabiać, zarabiają, żeby pracować. Zazdrość, rywalizacja, nieustanny kierat, chwile wytchnienia przed telewizorem i na zakupach. Czy człowiek może się w taki sposób spełniać? Jeśli tak, to jedynie na krótką metę. 

Wbrew pozorom nie jest to jedynie czcze gadanie. Jeśli nie będziemy wiedzieli kim właściwie jesteśmy, to nie odpowiemy sobie na pytanie, jak mamy wychowywać nasze dzieci... W moim przekonaniu nie można widzieć w nich jedynie przyszłych pracowników. Przede wszystkim, chcielibyśmy chyba widzieć w nich szczęśliwych ludzi. Tak to już jest, że człowiek z natury dąży do poznania świata i zadaje sobie mnóstwo pytań. Częścią tych pytań zajmuje się właśnie filozofia. Jeśli nasze dzieci mają być szczęśliwe, to muszą żyć świadomie. A żeby żyć świadomie - trzeba się zastanawiać. Zastanawianie się nie jest ani głupie, ani niepotrzebne. Czasem nawet banalne pytania prowadzą do ciekawych odkryć czy wniosków. 

Właśnie dlatego wielkim błędem w wychowywaniu młodych ludzi jest rezygnacja z filozofii. Kształcenie człowieka powinno odbywać się zawsze wielokierunkowo. Z jednej strony praktyczne umiejętności, a z drugiej strony teoretyczne rozważania. Jesteśmy ludźmi właśnie dlatego, że się zastanawiamy. Czujemy swoją odrębność od świata który nas otacza, zadajemy sobie pytania o cel i sens tego wszystkiego. Gdyby było inaczej - bylibyśmy po prostu maszynami, robotami. Człowiek, który udaje robota raczej nie będzie szczęśliwy. 

Tymczasem wszystko zmierza właśnie w tym kierunku. Ze szkół chce się wyrzucić wszystkie przedmioty, które zachęcają do jakiejkolwiek refleksji. Pozostaje jedynie "techniczna umiejętność'. To wielki błąd. Celem szkoły powinno być uczenie i wychowywanie, a nie jedynie mechaniczne przysposabianie do zawodu. 

4 komentarze:

  1. "Prawdziwym celem edukacji jest poszukiwanie godziwego życia" - Alan Bloom. Łatwo powiedzieć: wiśta wio! Cel może i starań godny, ale nieakceptowalny przez instytucje oświatowe. I to nawet nie ze złej woli. Poszukiwać godziwego życia może jednostka - instytucja ma na głowie całe młode pokolenie. Instytucja musi się martwić (lub cieszyć z: vide ostatnie badania PISA i wywiad z Mirosławem Sielatyckim w ostatnie "Gazecie Świątecznej") o wskaźniki, budżet państwa, infrastrukturę etc. A także o równość szans, endemiczne zapóźnienia cywilizacyjne i takie tam, temu podobne.
    Pytanie brzmi: czy można skłonić instytucje do działania dla celu, który stawia Bloom przed edukacją? Może by tak posłużyć się wypróbowaną metodą ludzi oświecenia? Znaleźć, czego najbardziej boją się współcześni i wykazać im, że edukacja rozumiana jako poszukiwanie godziwego życia, od tego strachu ich uwolni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, dzięki za komentarz. Ale mam wrażenie, że współcześni ludzie boją się przede wszystkim bezrobocia. No i może - śmierci, jak zawsze. Od bezrobocia ma ich uchronić edukacja zawodowa. W lęku przed śmiercią pomaga wiara religijna. Mało kto chciałby czegoś jeszcze. Jeśli nie wiesz, że czegoś ci brakuje, to nie pragniesz tego zdobyć.
      Poza tym żeby do czegoś ich przekonać, trzeba by mieć dostęp do środków masowego przekazu, a z tym nie jest łatwo... a w szkole tymczasem przedmiotów typu filozofia w ogóle nie ma. I tak koło się zamyka.

      Usuń
  2. Jestem matką i sama dopiero niedawno zadałam sobie pytanie czego chcę dla moich dzieci.Wydawało mi się,ze zawsze szczęścia.Jednak współpracując z tradycyjną szkołą odkryłam ,że wcale tego nie robię,że hoduję przyszłych pracowników.Do tej refleksji skłoniły mnie moje dzieci i tzw.problemy z nimi.Bo one właśnie w sposób naturalny chciały czegoś innego.Ale dzieci ,które zaczynają zadawać pytania,szukać swojej tożsamości i swojej drogi zaczynają być kłopotem w tradycyjnej szkole.Z tego samego powodu kłopotem jest filozofia jako przedmiot w tejże szkole.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komentarz. Zgadzam się z Panią. W szkole bardzo brakuje kształtowania postaw i filozoficznej refleksji. Wiele osób sądzi, że jest to coś niepotrzebnego. Takie mamy "nastroje" w społeczeństwie. Liczy się pieniądz, który owszem, jest potrzebny, ale nie zawsze wystarcza do bycia szczęśliwym. Osoby, które znają problem nieco głębiej wiedzą, że człowieka nie można sprowadzić jedynie do narzędzia, czy też zrobić z niego jedynie dobrze zarabiającego pracownika. Jest to niekorzystne zarówno dla pojedynczych osób, jak i całych społeczności. Człowiek potrzebuje w życiu pewnej refleksji, taka jest jego natura.
      Wiele można zrobić samemu. Rozmawiać dużo z dziećmi, czytać z nimi książki z dość bogatej już literatury filozoficznej dla dzieci. Skoro szkoła odżegnuje się od tego obszaru, to pozostaje chyba Pani samej pracować z dziećmi... Ja osobiście jestem zwolennikiem wprowadzenia filozofii do szkół. Oczywiście, chciałbym być dobrze zrozumiany - zdają sobie sprawę z realiów i wiem, że angielskiego i matematyki musi być więcej. A jednak - ta jedna godzina filozofii, w moim przekonaniu, jest niemal nieodzowna.

      Usuń